Stanisław Blady obiektywnym okiem o sporcie

Wpis

czwartek, 03 lutego 2011

z ręki do ręki, czyli podsumowanie MŚ piłkarzy ręcznych

Zakończyły się Mistrzostwa Świata w Piłce Ręcznej. Wypadliśmy w powszechnej opinni słabo. I niby żadna to nowość. Oczekiwania były ogromne, a tu 8 miejsce. Zawód, szukanie winnych. Każdy nagle od kilku lat zna się na piłce ręcznej, tak jak wcześniej wszyscy poznaliśmy się na piłce, skokach narciarskich i siatkówce. Moje doświadczenia z piłką ręczną, czyli naszym szczypiorniakiem, ograniczają się do uprawiania tej dyscypliny na sks-ach w podstawówce. Mój nauczyciel od wf-u miał hopla na punkcie tej dyscypliny i postanowił, że nasza szkoła będzie potęgą w piłce rzucanej. I co najciekwsze prawie mu to wyszło. Posiadał zapał i charyzmę, a w sporcie to cechy ważne. Nauczył mnie przepisów, podstaw taktycznych i najpopularniejszych zagrań stosowanych w tym sporcie. I mimo, że żaden ze mnie szczypiornista to i owszem jak wszyscy swoje spostrzeżenia posiadam. A co, że niby ja nie mogę. Jak wszyscy to wszyscy. Nie ma to jak być znawcą...

Jechaliśmy po złoto. Media łatwo podchwyciły ten wątek. Fakt, losowanie mieliśmy dobre. W naszej połówce z potęg tylko Chorwaci. Ze skandynawami ostatatnio przyzwoicie nam szło, więc przeciwnik wydawał się spokojnie do ogrania. Szwedzi już od dobrych lat nie potrafią nawiązać do sukcesów z lat 90 i początku XXI wieku. Duńczyków ograliśmy zaś dwukrotnie na poprzednich MŚ. Miało być pięknie, prosto i przyjemnie. Półfinał niemal gwarantowany. Mit Bieleckiego, herosa, który mimo feralnej kontuzji powrócił do gry w wielkim wydaniu, jeszcze bardziej rozbudził nasze oczekiwania. I to oczekiwania niemal pewne w realizacji. To Karol właśnie miał nas doprowadzić do trzeciego medalu MŚ z rzędu... I tylko kilka osób nieśmiało wspominało, że miejsce w pierwszej 7 będzie dobre, bo daje szanse walki o Olimpiadę. Wszystko co lepiej będzie ogromnym sukcesem...A tu klapa...8 miejsce.

Przyczyny niepowodzenia? Przedstawię swoją wersję i to bardzo prostą. Po pierwsze brak Krzyśka Lijewskiego. W ostatnim czasie to najlepszy polski szczypiornista obok Szmala. Jako jeden z nielicznych w naszej kadrze potrafi zagrać niekonwencjonalnie, rzucić coś z niczego, zaskoczyć rywali. I jeszcze jeden argument za Krzyśkiem, który w dobie dyskusji o zmianach do ataku i obrony, staje się ważny. Potrafi świetnie atakować jak i bronić. Po skutecznej defensywie płynnie i umiejętnie przechodzi do ataku zaskakując nieustawianą obronę rywali. O ile Sławek Szmal dał nam to co powinien w bramce o tyle szczególnie w ataku nikt nie dał nam tego co mógłby dać Krzysztof Lijewski. Niestety tylko mógłby, bo nie wiadomo czy nie wpisałby się w formę swojego brata. Marcin Lijewski niestety zawiódł. To on miałbyć liderem na papierze. On miał pociągnąć kadrę w trudnych momentach. Niestety rzeczywistość to zweryfikowała i w trudnych momentach Marcin Lijewski nie przebywał nawet na boisku, bo nic nie potrafił dać reprezentacji i Bogdan Wenta szybko zdał sobie z tego sprawę.

Po drugie gorsza gra w ataku. Obrona zawsze była mocną stroną reprezentacji Wenty.  Tym właśnie zyskiwaliśmy możliwość błędów w ataku. A atak to nie była nasza domena. Rzuty z 9m, mieszane z dograniem do koła. Ot cała nasza strategia. Gdzie skrzydłowi przez kilka akcji z rzędu potrafili nawet nie dotykać piłki. Niby taktyka prosta, ale często właśnie zabójcza i skuteczna, doprowadzająca przeciwników do rozpaczy. O ile ma się takich zawodników jak Polacy. Bielecki, Tkaczyk, Lijewscy, Jureccy to piłkarze ręczni stworzeni do takiej właśnie gry. Nie do gry super kombinowanej, nie do gry szybkiej i niekonwencjonalnej. Ta taktyka niestety powodowała dużą liczbę strat i niecelnych bądź obronionych rzutów. Ale nadrabialiśmy to obroną. Uważam, że taktyka musi być dopasowana do zawodników. Tak właśnie Wenta zrobił, tak graliśmy i to przynosiło dobre wyniki. Niestety do czasu... aż ilość błędów w ataku przestała się bilansować z ilością wybrionionych akcji. Atak siadł, a obrona nie była w stanie tego nadrobić. Zawiedli liderzy. Na Bieleckiego nie liczyłem, choć wierzyłem, że będzie dopełnieniem ataku. Nie da się w sporcie przejść po takiej kontuzji z trwałym efektem do gry na tym samym poziomie co wcześniej. Karol to dalej świetny zawodnik w skali światowej, ale już nie ten sam, który rzucając bramki w rozpaczliwych sytuacjach wygrywał nam mecze. O Marcinie Lijewskim już pisałem. Taczyk nie dorzucił aż tyle ile mógł. Jurasik...bez komentarza. Świetny zawodnik, ale chyba już nie na taką imprezę. Rosiński zagubiony, ale wierzę, że pokaże jeszcze świetną grę na poziomie reprezentacji. Zabrakło ich bramek. Co za tym idzie zabrakło ludzi do realizacji taktyki. I tu zgadzam się z Wentą. Kiedy miał wprowadzić nową taktykę i nowe sposoby rozgrywania piłki w ataku...kiedy? Czasu nie było. Przyjechaliśmy na MŚ więc z tym co nam wychodziło, niestety bez tych, którym miało to wychodzić (albo może z tymi ale aktualnie bez tych umiejętności). Jurkiewicz i Zaremba starali się ich zastąpić i za to chwała i to jest budujące na przyszłość. Argumenty, że słabo gramy z kontry i mało jest szybkich akcji mnie śmieszą. Nigdy tak nie graliśmy, grać tak nie umiemy i nie będziemy umieli. Do tego potrzebni są zawodnicy o innej charakterystyce. Zwinniejsi, zręczniejsi z większą wizją gry i polotem. My wygrywaliśmy dotąd czym innym. Genialnym rzutem. Fakt na MŚ w Niemczech zdobyliśmy z kontrataków nawet sporo bramek, ale tam obrona grała momentami na kosmicznym i niedoścignionym poziomie. Tu graliśmy na przyzwoitym, niestety jak się okazało, przyzwoita obrona nie wystarczyła. Polemizować można z argumentem dużej ilości zmian z obrony do ataku. Czy nie jest to zbyt archaiczne. Czy nie powoduje, że mniej goli właśnie zdobywami z szybkich akcji. Może i tak. Ale tu gwarancji nie ma. Ja osobiście wolę, żeby nasi dokładnie i spokojnie przetrzymali piłkę i wznowili atak w pełnym zestawieniu, bo mam gwarancję przynajmniej, że zaraz tej piłki nie stracimy, a co za tym idzie i kolejnej głupiej bramki. A tak niestety nasze nieudolne kontry często się kończą. Ale może faktycznie tu jest pole do poprawy i potencjalnie kilka bramek więcej w meczu. Specjalnie nie piszę  o innym systemie obrony 5-1 lub 4-2 stosowanej już regularnie przeciw Polsce.  Moim zdaniem owszem utrudnia to grę, ale nie na tyle, by tłumaczyć tym porażki. Dwa lata temu w formie jakoś dawaliśmy sobie z tym radę. Topornie, bo topornie, ale bramki wpadały, obrona broniła, Szmal dokonywał cudów i medal był.

Na koniec podziękowania wielkie dla Bogdana Wenty. Wierzę, że zbierze wszystko do kupy. Przyjął porażkę z klasą i jestem pewien, że osiągnie z kadrą jeszcze niejeden sukces. To jeden z najlepszych polskich trenerów. Jako jeden z nielicznych ma wielki autorytet i ogromny posłuch. Umie wykorzystać te cechy i nie zdziwię się jak ci sami zawodnicy będą dla Bogdana i orzełka zapierdzielać by osiągnąć kolejny sukces. Miejmy nadzieję, że jakimś cudem w Londynie. Tego życzę.

 

Stanisław Blady

 

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
czytelnik8
Czas publikacji:
czwartek, 03 lutego 2011 21:07

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny